Wednesday, 27 February 2013

W jej skorze.

Mam taki uraz kiedy ktos zwraca na mnie uwage idac ulica, kiedy ktos znajomy na mnie patrzy w trakcie rozmowy, kiedy zalatwiam sprawy w urzedzie, na spotkaniach w pracy. Zamiast sluchac co rozmowca ma do powiedzenia zastanawiam sie czy juz jest mu mnie szkoda. Ile razy slyszalam ze jestem dosyc ladna tylko te pryszcze. Zrob cos z ta twarza (co mam zrobic usiasc na niej?). Co sie dzieje z twoja skora? Moze idz do dermatologa (serio?! nie myslalam o tym wczesniej). Czasem lapie sie na tym ze klamie zaslaniajac sie jakimis alergiami albo zmiana kosmetykow (czasem to drugie jest nawet prawda, co do pierwszego nie jestem pewna). Jest mi przykro ze ludzie tak na mnie patrza, z politowaniem, czasem obrzydzeniem (pewnie sie nie myje i stad te "syfy") czasem moze z wyzszoscia ("na szczescie ja nie mam takich problemow"). Czasem sie zastanawiam, a co jakby oni mieli te problemy? Czy byliby w stanie wyrzec sie tego wszystkiego czego ja sie wyrzekam, czy byliby w stanie walczyc przez tyle lat? Czy chcieliby zanlesc sie w "mojej skorze"? Choc na chwile? Zanim wydadza niesprawiedliwe osady?

Sunday, 24 February 2013

Terapeutycznie...

Cierpię, od dziecka, na ta sama chorobę. Cos co dla kogoś mogłoby się wydawać błahostką, objawem próżności mi spędza sen z powiek i kaleczy dusze. Nikt kto tyle lat nie borykał się z podobnymi problemami mnie nie zrozumie. Moja choroba- trądzik, niszczy moja skore i psychikę. Podporządkowałam jej swoje życie, wyrzekłam się przyjemności, być możne szkodzę swojemu zdrowiu żeby tylko się jej pozbyć, i co?
Ano wielkie nic, trądzik jak był tak jest, w wieku 26 lat mam wrażenie ze jest jeszcze silniejszy niż był kiedyś. Czasem nie chce rano wstawać z łózka żeby nie musieć znosic swojego widoku w lustrze. Wiem ze moja twarz obrzydza mojego partnera i wszystkich innych. Ciagle proboje znalesc antidotum, cos co pomoze na zawsze a nie chwilowo. Moja walka trwa, a blog od teraz jest jej czescia- terapeutycznie...